
A tak wyglądał mój i Jarka stolik w zeszłym tyodniu, kiedy to umierałam… Jak zawsze porządek na pierwszym miejscu :].
Ja się dzisiaj nie zaciekawie czuje, głowa mnie boli i coś zawroty mam ;/. Wczoraj miała być “domowa imprezka” skończyło się na dwóch drinkach (Martini Bianco + Sprite mmmmmmm :D ) i szybkim komarze, spałam jak dziecko ;).
W Holandi życie zapierdziela na piątym biegu :D. Chody w pracy mam, a w domu o mnie Jasco dba :D. Oto co mi ostatnio przygotował:

Wygląda rewelacyjnie, a smakowało jeszcze lepiej ;). Żyć nie umierać :).
Jeszcze kilkanaście tygodi życia w Holandii mnie czeka, a później zasłużony i oczekiwany wyjazd do stolicy :D.
Muszę tylko jeszcze postękać, że roi się tu od frajerstwa. Tak, tak polskieo frajerstwa… a nie wiem skąd się tacy ludzie biorą, ale w dupie mnie szczpie na samą myśl… No cóż… Jak to się mówi: są ludzie i parapety.
Jeszcze nie miałam z nikim starcia i mam nadzieję, że nie będę miała.
Pozdrawiam Was serdecznie!
Po pracy odbija czasem szajba xD





