Życie to jednak teatr.
Życie to jednak proza, wystawiana na deskach teatru zwanego światem, Człowiek to jednak aktor wczuwający się w swoją rolę, zmieniając ją w zależności od potrzeby. Człowiek posiada „półeczkę” z maskami na różne okazję po to by ktoś inny mu uwierzył, dał się nabrać a później cierpiał. Człowiek to jednak aktor. Przeważają maski pokazujące twardość obojętność na świat. Czy do aktora nie dociera, że jest kimś, kim nie jest? Czy nie dociera do jego małego móżdżku, że to tylko gra, że pewnego dnia pożałuje swojego przedstawienia?! Za kurtyną boi się, że zostanie źle odebrany, martwi się o odbiór swojej gry. Czy to nie śmieszne? Chce być zawsze poprawny zatraca swoją osobowość w imię maski, w imię gry, w imię oszustwa. Bojąc się, że jest zbyt kiepskim aktorem. A my reszta aktorów od siedmiu boleści dajemy się nabrać i po pewnym czasie żałujemy tego. Czy człowiek jest zbyt skomplikowany by do niego dotarł fakt, że szkoda czasu na gry? Czy nie potrafi zrozumieć, że nie zawsze może być najlepszy, że boli go, gdy jest numerem dwa? Zawsze trzeba pokazać, że ma się to w głębokim poważaniu? Pytam się, po co? Odpowiadam. Życie to teatr, sztuka trwa i musisz wziąć w niej udział, w przeciwnym razie zostaniesz wyrzucony ze społeczeństwa, będziesz „marginesem życia”. Ale pytanie się nasuwa kolejne: czy człowiek potrafi być jeszcze sobą? Czy aktorstwo nie wsiąkło już tak głęboko w niego by mógł z niego zrezygnować? Czy aktor wie, kim jest, czy wie, „kim” są jego maki?
W którą stronę należy się udać? Przedstawienia czy bycia sobą? Człowiek pyta się Boga. Co może mu odpowiedzieć?
Dziękuję J. natchnęłaś mnie do napisania tej notki :/.
kwiecień 10, 2008 @ 8:37 pm
Gramy niekoniecznie po to, żeby inni cierpieli. Gramy po to, żebyśmy my nie cierpieli. Gra jest wpisana w nasze życie, wiesz? Uczymy się jej od urodzenia. Właściwie człowiek nie gra tylko będąc niemowlęciem. A nasza osobowość staje się osobowością otoczenia. Cóż, tego się nie zmieni…
Zresztą nie wiem, czy porównanie ludzi do aktorów to dobry pomysł – owszem, aktorzy uczą się swych ról na pamięć, ale to tyle. Bo, w przeciwieństwie do aktorów nie znamy końca ani nawet przebiegu spektaklu. Jeden aktor może zagrać w wielu przedstawieniach, w wielu tytułach. No dobra, powtarzalność pewnych zachowań występuje też w naturze, niech będzie ^^ ale wiesz, o co mi chodzi. Pozdrawiam! ;)
kwiecień 10, 2008 @ 9:19 pm
Człowiek gra w jednym przedstawieniu, w jednym tytule, ale przeistacza się w niezliczoną ilość osobowości, postaci. Aktor gra, udaje kogoś kim nie jest taki jego zawód, człowiek robi dokładnie tak samo. Udaje przyjaciela przez 14 lat i nagle dowiadujesz się, że nie znałaś tej osoby, nawet nie przypuszczałaś, że może się ona tak zachować, że zrani słowem, zachowaniem tak mocno, że nie będziesz umiała oddychać. Kim jest człowiek udający tak długo kogoś kim nie jest jak nie aktorem?
Po wczorajszym dniu nie zmienię zdania, są aktorzy zawodowi i życiowi. Zawsze byli i będą. Tylko ile razy jeszcze będziemy przez nich cierpieć?
kwiecień 12, 2008 @ 11:26 am
Są różne rodzaje znajomości. Można znać kogoś długo, ale nie wiedzieć, kim on tak naprawdę jest, nie być z nim blisko. Ale wiele też zależy od nas. Skoro znałaś kogoś przez te 14 lat to powinnaś była znać wszelkie odchyły tej osoby – w tym, że w pewnych sytuacjach jest zdolna do tego a tego. I trzeba być elastycznym – wiadomo, człowiek zmienia się z czasem.
Każdy potrafi kiedyś zranić słowem, wiesz? Każdy potrafi być wredny i nieprzyjemny. A myślałaś, czemu dzieje się tak, jak się dzieje? Może są ku temu powody i tak naprawdę jednak znasz tą osobę, hm?
Pozdrawiam!
kwiecień 12, 2008 @ 4:29 pm
Nie nie znam jej i szczerze powiedziawszy nie chce jej już znać. Wiedziałam, że ta osoba jest w stanie powiedzieć przykre słowa w stanie upojenia alkoholowego, ale to co odstawiła w środę i co powiedziała to za dużo dla mnie, za dużo mnie to kosztowało. Podobno jak człowiek jest pijany to mówi co myśli, czego nie powiedział by na trzeźwo…