Ta sprawa wstrząsnęła Łomżą przed rokiem. Pijany mężczyzna wjechał samochodem wprost w idących poboczem dwóch chłopców. Jeden wpadł pod koła. Jeszcze żył. Ale wtedy kierowca, zamiast pomóc, zaczął uciekać. Bez wahania cofnął auto. Tego 9-latek nie przeżył. Dziś mężczyzna może mówić o łagodnym potraktowaniu. Sąd ukarał go tylko ośmioma latami więzienia. Uznano, że był to wypadek, a nie zabójstwo.

O zabójstwo oskarżała kierowcę prokuratura. Według jej ustaleń, po potrąceniu dziecka bezduszny kierowca musiał cofnąć samochód i raz jeszcze przejechał po chłopcu. To zadane wtedy obrażenia okazały się śmiertelne. Dlatego prokurator domagał się dla sprawcy 15 lat więzienia. Zwłaszcza, że Seweryn W. był pijany. Miał 0,7 promila alkoholu we krwi.
Sąd Okręgowy w Łomży zmienił jednak kwalifikację prawną czynu. Uznał, że był to wypadek ze skutkiem śmiertelnym, a nie zabójstwo. Dlatego 24-letni kierowca wykpił się tylko ośmioletnim wyrokiem. Sąd przyjął do wiadomości, że kierowca był pijany i dlatego - dodatkowo - na 10 lat stracił prawo jazdy. Wyrok nie jest prawomocny.
Seweryn W. nie przyznał się przed sądem do zarzutu zabójstwa. Przeprosił jedynie rodzinę zabitego chłopca.
Tragedia wydarzyła się przed rokiem na jednym z łomżyńskich osiedli. Po wypadku kierowca uciekł i porzucił samochód. Następnego dnia sam zgłosił się na policję. Był już wówczas poszukiwany listem gończym.
W śledztwie okazało się, że zanim kierowca wjechał w chłopców, spowodował kolizję na stacji benzynowej. Nakłaniał też jej pracownika, aby nie składał zeznań na ten temat. Postawiono mu zarzut i w tej sprawie.
Za groźby pod adresem pracownika stacji sąd skazał go na cztery miesiące więzienia, ale ponieważ w Polsce kary się nie sumują, uznał, że kara łączna wyniesie osiem lat więzienia.

dziennik.pl

Napisz odpowiedź