Młodość.

czerwiec 22, 2008

Młodość już taka jest, sama ustala granice wytrzymałości, nie pytając czy ciało to zniesie.

Ciało zawsze znosiło i będzie znosić mimo iż granice wytrzymałości często przekraczają jego możliwości…
Ale po pewnym czasie się zemści…

I nic.

czerwiec 5, 2008

Nic nie wymyśliłam, a przynajmniej nic mądrego… Nie wiem co zrobić, nie wiem co chce zrobić, czyż to nie najczystsza paranoja? Prowadzić tego zasranego bloga mimo wszystko czy poddać się? Nie lubię się poddawać to fakt, czasami podobno trzeba. Czy teraz jest to “czasami”? Jak na razie popadam z radości w nicość. Rzeczy, które mnie cieszą, stają się powodem moich smutków. Dziwne. Prawdziwe. Wali się mój świat. Czuje się fatalnie zarówno psychicznie jak i fizycznie. Wiem powinnam odstawić tabletki, problem w tym, że wiem, a nie chce, czasami myślę, że dla nich rano wstaje bo nigdy nie wiadomo co się stanie jak je połknę. Męczące to fakt. Radzono mi żeby je odstawić, dłużej już nie brać, tylko czy można tak radzić nie znając całej prawdy? Znając zaledwie cząstkę jej? Po co cały czas komuś zmierzić nad uchem? Przecież tego się już słuchać nie da, więc lepiej milczeć i budować własne ja z tajemnic. Zastanawiam się czy warto budować takie ja i ranić siebie i otoczenie? Czasami chciałabym połknąć wszystkie tabletki i dać światu odsapnąć od własnej osoby, ale nie zrobię tego, wiem. Mam powód by żyć, żyje na złość wszystkim i wszystkiemu. I zmierzę, na swoim własnym zakichanym blogu zmierzę. Po co?

“Są rzeczy, o których nie mówi się nawet najbliższym przyjaciołom.
Czasem zresztą nie trzeba mówić, bo oni i tak wiedzą.”
Stephen King

Przyjaciel to osoba przy której chce być blisko, nieważne jak mocno ją zraniłam. I gdy ta osoba mimo wszystko zostaje przy mnie jest skarbem, którego pilnować muszę. I gdy narusza moją przestrzeń osobistą czyni czasami to czego potrzebuje najbardziej. I wiem, że gdy zapomnę slow piosenki swojego życia, ona mi pomoże przypomnieć sobie tekst. I nawet gdy nie potrzebuje pomocy to potrzebuje wiary, że taką pomoc otrzymam. I wiem, że taki skarb posiadam. Dziękuję Ci Księciuniu :).

One Missed Call…

maj 14, 2008

Nieodebrane połączenie to tytuł amerykańskiego remake’u popularnego w Japonii filmu Miike’go “Chakushin Ari”. Kilka osób otrzymuje na telefon wiadomość głosową z ich niedalekiej przyszłości. Wiadomość zawiera datę, czas ich własnej śmierci, a kończy się zawsze ich własnym krzykiem…
To tyle jeżeli chodzi o sam film.

Wracając dziś do domu natknęłam się na plakat reklamujący owy film. W pierwszym momencie wyglądał jak zwykły plakat reklamujący horror, ale po dokładniejszym przyjrzeniu się zrobił ma mnie wrażenie.
Kiedyś zastanawiałam się co dla mnie znaczy słowo “śmierć”. Czym jest śmierć? Czy śmierć jest tylko zmianą planszy? Czy da się wyczuć śmierć? Mówi się, że śmierć czuje się w powietrzu, ale jak? Jak pachnie? Jak smakuje? Jak czuje? Czym jest śmierć? Jak wygląda?
Na te pytania nie jestem w stanie odpowiedzieć. Co gorsza do listy pytań bez odpowiedzi dochodzi kolejne, które jest wynikiem dostrzeżenia plakatu, a mianowicie: jak brzmi śmierć? Czy ona w ogóle ma jakiś dźwięk?
Ludzie boją się śmierci, boją się o niej mówić, myśleć o niej, tak jakby to mogło przyśpieszyć nadejście ostatecznego.
Ten problem akurat mnie nie dotyczy. Mogę powiedzieć, że nie boje się śmierci jako samej śmierci, bardziej przeraża mnie myśl, że mogę nie zdążyć spełnić wszystkich swoich marzeń, że przez brak mojej osoby niektórzy ludzie mogą cierpieć, a przecież nie chce by bliskie mi osoby cierpiały z mojego powodu. Boje się wszystkiego tego co będzie się działo po mojej śmierci. Śmierć jest konieczna, obawiam się tylko jak inni przeżyją moją śmierć. Czy to nie paranoja, że nawet myśląc o śmierci, obawiam się o innych? Czy nigdy nie będzie mnie stać na odrobinę egoizmu?
Może to śmiesznie brzmi, może nie umiem dokładnie wytłumaczyć o co mi chodzi.

Pisząc tą notkę zdaje sobie sprawę jak skomplikowana jest moja osobowość, jak wiele cech mam, które powinny się wykluczać, a nie współistnieć. Ludzka natura jest dziwna, nie zrozumiała i nieogarnięta. A umysł jest kluczem do wszechświata, dobrze, że człowiek nie zna wszystkich jego tajemnic.
Czym jest umysł? Cóż kryją najdalsze jego zakamarki? Umysł to miliony wspomnień, miliony wydarzeń, miliony miejsc, miliony ludzi. Umysł to niezliczone myśli. Prawda? Prawda?!

Wracając do plakatu uważam, iż warto go zamieścić pod tym morzem moich myśli. Może Was też skłoni do refleksji?

Że w głowach się pierdoli. Zakłócony spokój ludziom dobrej woli…
PFK skład ponad składy!

Pożegnanie…

kwiecień 21, 2008

Się wzruszyłam… Mimo wszystko, mimo wszystkich słów, wszystkich czynów będę troszeczkę tęsknić za tym wszystkim co dziś zostawiam za sobą… Chwila zadumy i refleksji…

Fly with me.

kwiecień 18, 2008

Everybody come and fly away,
You must believe that you can fly away,
Spread your wings and come and fly away,
Just believe that you will fly away,
I must believe that I can fly…

Życie to jednak teatr.

kwiecień 5, 2008

Życie to jednak proza, wystawiana na deskach teatru zwanego światem, Człowiek to jednak aktor wczuwający się w swoją rolę, zmieniając ją w zależności od potrzeby. Człowiek posiada „półeczkę” z maskami na różne okazję po to by ktoś inny mu uwierzył, dał się nabrać a później cierpiał. Człowiek to jednak aktor. Przeważają maski pokazujące twardość obojętność na świat. Czy do aktora nie dociera, że jest kimś, kim nie jest? Czy nie dociera do jego małego móżdżku, że to tylko gra, że pewnego dnia pożałuje swojego przedstawienia?! Za kurtyną boi się, że zostanie źle odebrany, martwi się o odbiór swojej gry. Czy to nie śmieszne? Chce być zawsze poprawny zatraca swoją osobowość w imię maski, w imię gry, w imię oszustwa. Bojąc się, że jest zbyt kiepskim aktorem. A my reszta aktorów od siedmiu boleści dajemy się nabrać i po pewnym czasie żałujemy tego. Czy człowiek jest zbyt skomplikowany by do niego dotarł fakt, że szkoda czasu na gry? Czy nie potrafi zrozumieć, że nie zawsze może być najlepszy, że boli go, gdy jest numerem dwa? Zawsze trzeba pokazać, że ma się to w głębokim poważaniu? Pytam się, po co? Odpowiadam. Życie to teatr, sztuka trwa i musisz wziąć w niej udział, w przeciwnym razie zostaniesz wyrzucony ze społeczeństwa, będziesz „marginesem życia”. Ale pytanie się nasuwa kolejne: czy człowiek potrafi być jeszcze sobą? Czy aktorstwo nie wsiąkło już tak głęboko w niego by mógł z niego zrezygnować? Czy aktor wie, kim jest, czy wie, „kim” są jego maki?
W którą stronę należy się udać? Przedstawienia czy bycia sobą? Człowiek pyta się Boga. Co może mu odpowiedzieć?

Dziękuję J. natchnęłaś mnie do napisania tej notki :/.

Potęga jadu mroczy mi zmysły, reszta to milczenie.

Chciałam napisać interesującą notkę o męskich kompleksach, ale nie napiszę bo tylko się zdenerwowałam. Wychodzi na to, że jedynymi kompleksami mężczyzn są rozmiary ich penisów co jest już troszkę irytujące.
Niby mężczyźnie nie mają kompleksu:
- utraty owłosienia na głowie,
- wzrostu,
- budowy ciała. Nie ja sobie to wymyśliłam, jedyne co mężczyzn trapi to penis. Jestem dziewczyną i trudno mi zrozumieć te kompleksy bo tak naprawdę nie chodzi o długość, a o mylne przekonanie mężczyzny, że jego “pseudo za krótki penis” nie będzie w stanie zadowolić kobiety. Podążając tą ścieżką dedukcji mężczyzna pomija fakt iż również ważne są umiejętności, a nie tylko “sprzęt”. Robiąc z kobiet potwory które chcą tylko długich, grubych czy jakiś tam penisów. Kompleksy na tle członka chyba zaczynają mnie śmieszyć.
Inną interesującą mnie sprawą jeżeli chodzi o kompleksy jest fakt, iż mężczyźnie nie lubią mówić o swoich kompleksach, wadach. Zachowują si ę tak jakby ich nie mieli, nie ma o czym mówić. Kobiety natomiast wiecznie narzekają na swój wygląd a to na kawie z przyjaciółką, spotkaniu rodzinnym, w pracy itp. I to właśnie mnie intryguje: czemu mężczyźnie potrafią przemilczeć kompleksy, a kobiety nie?
Męskie kompleksy: jeden, damskie: miliardy. Kobiety widzą wady w swoich: piersiach, pupie, nosie, policzkach, brwiach, nogach brzuchu, rękach, karnacji, oczach, cery itd., itp. Wymieniać można w nieskończoność. Więc co nas do tych kompleksów “zmusza”? Odpowiedzią, według mnie, paradoksalnie są mężczyźni. Bo to dla was chcemy wyglądać pięknie, młodo, atrakcyjnie. Chcemy się podobać.
Co łączy kompleksy męskie z damskimi?
Są spowodowane chęcią podobania się i zaspokojenia, wymyślonych przez nas oczekiwań płci przeciwnej. Nawzajem nakręcamy swoje kompleksy. Z tym, że kobiety mają ich więcej.
Sukcesem w dzisiejszych czasach jest zaakceptowanie swojego wyglądu bądź też podejmowanie próby modyfikacji elementów nie atrakcyjnych bez użycia skalpela, igieł itp.

P.s. Dobrze, że nie wszystkich ludzi stać na chirurgię plastyczną bo wyglądalibyśmy jak lalki